ARTUR TOMASIK

ARTUR TOMASIK

Brygadzista, PKP Cargo. W PKP pracuje od 1986 roku. W wolnych chwilach zajmuje się stolarstwem.

PRACA

Od dziecka byłem wychowywany w tradycji kolejowej, gdyż moi rodzice byli związani zawodowo z zakładami PKP. Także moja żona, jej rodzice i rodzeństwo szczycą się tradycjami kolejowymi.

Moja przygoda z koleją zaczęła się tuż po ukończeniu technikum samochodowego, jeszcze przed naborem do wojska. W PKP przyjęto mnie do oddziału naprawy żurawi kolejowych, a dokładnie do warsztatu naprawy silników spalinowych, w którym jestem do dziś - a więc już od przeszło 31 lat. Już po sześciu latach zostałem Brygadzistą. Cały czas podnosiłem swoje kwalifikacje: uzyskałem uprawnienia do obsługi podnośników śrubowych, żurawików z poziomu roboczego, a także zapadni. W następnej kolejności zdobyłem uprawnienia do konserwacji tych urządzeń oraz żurawi kolejowych.

W pracy zajmowałem się także: budowlanką, stolarką, malowaniem, układaniem paneli, hydrauliką, szklarstwem, blacharstwem i elektryką, czyli praktycznie wszystkim tym, do czego umiejętności i doświadczenie zdobyłem podczas budowy własnego domu. We wszystkich tych czynnościach w pracy uczestniczą koledzy z brygady, na których zawsze mogę liczyć.

PASJA

Dla podniesienia własnych umiejętności, już poza pracą, zdobyłem uprawnienia spawacza MIG i MAG, a także TIG, co znacząco pomaga mi w realizacji mojej pasji. Niektóre meble, które projektuję i tworzę, są bowiem połączeniem drewna z metalem, co daje ogromne możliwości i pobudza moją wyobraźnię.

Jak to często bywa, do pasji przybliżyły mnie marzenia. Bardzo chciałem mieć drewniane meble ogrodowe na taras, a że jest on dość spory, postanowiłem sam je zaprojektować i wykonać. Proces projektowania i tworzenia przerósł moje oczekiwania i spowodował, że miałem ochotę zrobić coś jeszcze. Wtedy moje małe córki bardzo chciały mieć huśtawkę. W mojej głowie od razu pojawił się pomysł i choć trochę odważny - huśtawka miała mieć 4 metry wysokości - postanowiłem go zrealizować. Uśmiech dzieci był bezcenny! I tak polubiłem, a nawet pokochałem to, co robię.

Z biegiem lat pojawiało się coraz więcej pomysłów i potrzeb. Starsza córka wyprowadziła się z domu i poprosiła mnie o zbudowanie ławki z pojemną skrzynią, o której opowiada wszystkim do dziś. Raz zrobiłem jej niespodziankę i po powrocie z wakacji na balkonie czekały na nią dwa krzesła i drewniany stolik, w sam raz na letnie śniadania na świeżym powietrzu.

Cokolwiek jest do zrobienia, zawsze wkładam to całe swoje serce, a najbardziej cieszy mnie i napawa dumą to, że wszystko robię własnymi rękami. Satysfakcja jest wtedy ogromna!